O Pracowni Krelów
Skąd się wzięliśmy
Pracownię założył Marek Krelów w 2011 roku, kilka miesięcy po tym, jak skończył projekt rewitalizacji kamienicy przy ulicy Świdnickiej. Miał wtedy trzydzieści dwa lata, wynajmował biurko w cudzym biurze na Krzykach i jeden zlecony projekt na koniec roku. Nie brzmi jak wielki start, ale właśnie tak to wyglądało.
Marek skończył Wydział Architektury Politechniki Wrocławskiej w 2003 roku i przez osiem lat pracował przy przebudowach i renowacjach przedwojennych kamienic w centrum miasta. Uczył się na tych budowach rzeczy, których nie ma w podręcznikach: jak zachowuje się stary tynk wapienny, kiedy zetknięty z nową izolacją, jak pogodzić wymogi prawa budowlanego z historycznym układem klatek schodowych, ile naprawdę kosztuje przywrócenie oryginalnej stolarki okiennej w porównaniu z jej imitacją. Te lata dały mu coś konkretnego: przekonanie, że architektura wnętrz i architektura budynku to nie dwie osobne sprawy, tylko jedna rozmowa prowadzona między różnymi skalami.
Jak pracownia rosła
Pierwsze lata Pracowni Krelów to przede wszystkim mieszkania w starych wrocławskich kamienicach. Klienci trafiali głównie przez znajomych i przez tamte rewitalizacje: ktoś kupił lokal w odnowionym budynku przy Rynku, wiedział, że za projektem stoi Marek, i przychodził z pytaniem, czy podejmie się wnętrza. Tak powstawała pracownia, projekt po projekcie, bez szczególnego planu ekspansji.
W 2015 roku do zespołu dołączyła Joanna Wierzbicka, architektka z doświadczeniem w projektowaniu przestrzeni użyteczności publicznej. To otworzyło pracownię na inne zlecenia: biura, lokale usługowe, mała architektura handlowa. Rok później przeprowadziliśmy się z wynajmowanego biurka do własnej przestrzeni na Nadodrzu, w przedwojennej oficynie z cegły, gdzie mieścimy się do dziś.
Dziś pracownia liczy sześć osób. Prócz Marka i Joanny w zespole są dwoje architektów na etacie oraz dwoje współpracowników, z którymi wchodzimy w większe projekty. Nie zatrudniamy ludzi na zapas, bo wolimy mieć małą grupę, w której każdy wie, co robi i po co.
Co dla nas liczy się w projekcie
Marek często powtarza, że dobry projekt wnętrza zaczyna się od rozumienia struktury budynku, a nie od wyboru koloru ściany. To nie jest filozofia na pokaz: u nas rysunki techniczne i wizualizacje powstają razem, nie po sobie. Zanim zaprezentujemy klientowi jakikolwiek wygląd, musimy sami wiedzieć, gdzie biegną przewody, jak rozłożona jest wentylacja i czy to, co chcemy zaproponować, w ogóle da się wykonać bez przebudowy sufitu.
Pracujemy głównie z dwiema grupami materiałów: tymi, które mają historię i można je naprawić, takich jak drewno lite, kamień, cegła, tynki mineralne, oraz tymi nowymi, które po prostu dobrze się starzeją, jak matowy beton architektoniczny czy stal czarna. Unikamy materiałów, które wyglądają efektownie na zdjęciach, a po trzech latach przypominają tani hotel przy autostradzie.
Ważna jest dla nas dokumentacja. Każdy projekt kończy się pełną dokumentacją powykonawczą, którą klient dostaje w wersji papierowej i cyfrowej. To nie jest standard w tej branży, ale uznajemy, że człowiek, który wydał pieniądze na projekt i remont, powinien wiedzieć dokładnie, co ma w ścianach.
Wrocław i to, co nas otacza
Pracownia jest wrocławska nie tylko z adresu. Większość zleceń realizujemy w promieniu stu kilometrów od miasta, bo wierzymy, że dobra praca wymaga obecności na budowie, a nie tylko wysyłania plików mailem. Bywa, że dojeżdżamy dalej, jeśli projekt jest interesujący i klient rozumie, że wizyty autorskie kosztują czas, a nie tylko kilometrówkę.
Jeśli szukasz kogoś, kto odezwie się po dwóch tygodniach z gotową wizualizacją i przejdzie do następnego tematu, to nie jesteśmy właściwym wyborem. Jeśli zależy ci na projekcie, który ma sens konstrukcyjny, materiałowy i który będzie wyglądał tak samo dobrze za dziesięć lat, to warto porozmawiać.